Nowa notka pojawi się niedługo, muszę tylko załatwić pare rzeczy związanych z łączem internetowym :) Proszę więc o cierpliwość, a oceniającą na blogu hospital.blog.onet o to by oceniła mojego bloga. TO NIE JEST KONIEC!Witam.
Bardzo długo już nic nie opublikowałam, więc czuję że należy wam się parę słów wyjaśnień. Całe opowiadanie o tytule "O północy", aspirujące zresztą do tytułu powieści, piszę w sposób wyjątkowo spontaniczny. Owszem, ułożyłam wstępny plan wydarzeń i nawet wymyśliłam już zakończenie, jednak fabuła i akcja wciąż się zmieniają i wyznam wam
...-Wciąż nie rozumiem dlaczego Gabriel po prostu nie łupnął w nich wszystkich zaklęciem i nie zwiał przy pierwszej lepszej okazji. - z zamyślenia wyrwał mnie dudniący w uszach głos Seleny. Siedziała na kanapie z nogą elegancko założoną na nogę i wpatrywała się we mnie wyczekująco.
-Związali mu ręce – odparłam, lecz widząc niezrozumienie na jej
Kuliłam się za pokaźnej wielkości, żelazną skrzynią, starając się być tak cicho jak to możliwe.
Rozmowa, dwóch, już znanych mi z imienia mężczyzn, trwała w najlepsze i z minuty na minutę, coraz mniej mi się podobała.
-Słyszałeś Pablo? Podobno złapali kogoś. - Człowiek numer jeden wtrącił niezwykle podekscytowanym głosem. Miał na imię Rico a na
-A może to? - Spytała Selena wskazując na porcelanowy zestaw filiżanek, pobłyskujący na sklepowej wystawie. Po raz kolejny pokręciłam głową, na co moja przyjaciółka obnażyła kły w gniewnym grymasie. Nie należała do osób cierpliwych.
-Może upiecz mu tort. Taki na pół metra żeby zmieścić wszystkie świeczki? - Rzuciła naburmuszonym tonem.
Westchnęłam
Odziana w pelerynę przemierzałam cuchnące siarką czeluście. Kotlina potępieńców, tak nazywali to miejsce, ja nazwałabym je po prostu piekłem. Para buchała spod pęknięć w rozgrzanych do czerwoności skałach, i wiedziałam że tylko silne zaklęcie, jakie na siebie rzuciłam chroni mnie przed stanięciem w żywym ogniu. Gdzieniegdzie dawało się słyszeć
...